Bartosz Czekała i podcast "The Universe of Memory"
Podcast Universe of Memory to miejsce, gdzie dzielę się tym, co naprawdę działa – w nauce, zdrowiu i codziennym funkcjonowaniu. Opowiadam o tym, jak skutecznie się uczyć, jak dieta wpływa na mózg i pamięć oraz co robić, by dbać o zdrowie psychiczne i fizyczne. Wszystko podlane naukowym sosem, z domieszką humoru, który w normalnych warunkach nie przeszedłby selekcji naturalnej.
Jeśli chcesz ogarnąć swoją pamięć, samopoczucie oraz dowiedzieć się czegoś o fascynującym świecie z pogranicza dietetyki i medycyny, to jesteś w dobrym miejscu. Zapraszam Cię do mojego pałacu naukowego szaleństwa.
www.universeofmemory.pl
Do usłyszenia!
Bartek
Bartosz Czekała i podcast "The Universe of Memory"
15 lat na low-carb. Zaczęło się od męskich cycków
Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.
Odcinek w formie wideo do zobaczenia tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=smexAcnvNQM&t=24s
=========================
https://linktr.ee/bartekczekala -> kursy, newsletter, mejl, strony
=========================
NEWSLETTER o pamięci, językach i żywieniu:
✔️ https://universeofmemory.pl/pamieciowy-przybornik/
=========================
KURSY i SZKOLENIA JĘZYKOWE oraz PAMIĘCIOWE ⤵️
Jeśli interesuję Cię szybka nauka języków obcych oraz skuteczne przyswajanie wiedzy z dowolnej dziedziny, takiej, jak choćby medycyna, czy dietetyka, to sprawdź moje kursy:
✔️ WSZYSTKIE KURSY INTERNETOWE ( https://universeofmemory.pl/kursy-internetowe-uom/ )
✔️ VOCABULARY LABS — Naucz się dowolnego języka od A do Z ( https://universeofm...
Cześć, tu Bartek Czekała ze strony universeofmemory.pl i .com od jakiś pięciu lat, a więc mniej więcej od początku założenia tego kanału, pojawiają się pytania Bartek, ponieważ promujesz diety niskowęglowodanowe i tutaj jakby słowo wstępu dla osób, które jeszcze nie znają tego kanału. Ja ogólnie na kanale promuję właśnie diety niskowęglowodanowe, kretogeniczne, karnivor. Na węglowodany też jak najbardziej jest miejsce, jeśli chodzi o taką krótką notkę, pod warunkiem, że jesteś w stanie je przepalać. Natomiast z racji tego, że ogólnie dla większości osób zalecam takie diety, to pojawiaj się pytania właśnie jakie jest moje doświadczenie, jak długo ja jestem na tej diecie, jak długo praktykuję posty, o których jest na kanale całe mnóstwo odcinków i jak tak naprawdę natrafiłem na tą dietę. I na te wszystkie pytania stwierdziłem zbiorowo sobie odpowiem właśnie w tym filmiku. Każdy ma oczywiście swoją genezę niczym Batman i ja postaram się nakreślić trochę szerzej właśnie jakie było moje doświadczenie i czy doświadczenia, które sprawiły, że trafiłem na tą dietę. I zanim tak naprawdę w ogóle do tego przejdę, olbrzymia prośba dla was. Dla mnie to jest niesamowicie ciekawe po prostu usłyszeć też jak inne osoby trafiły na te diety. Wiem, że dosyć często niestety jest tak, że większość z nas zmienia dietę, zaczyna się interesować zdrowym stylem życia, zdrową dietą w momencie, w którym przychodzą kłopoty zdrowotne. czasami tak naprawdę paskudne kłopoty zdrowotne, więc jeśli tylko masz odwagę i to się stało, że tak powiem, tobie, podzielić się takimi doświadczeniami albo mam nadzieję innymi weselszymi, to zapraszam do sekcji komentarzy. Zacznijmy najpierw odpowiedzenia na pytanie, jak długo ja jestem na tej diecie. Mniej więcej wychodzi już 15 lat i żeby dać wam perspektywę, ja jestem rocznik 85. Innymi słowy mam 41 lat obecnie, więc jest to dosyć duża część mojego życia. jeszcze trochę tak naprawdę i będzie to połowa mojego życia, jak jestem na na tych dietach, bo jak widać odkryłem je dosyć wcześnie. To było okolice 26 roku mojego życia. Czy to był 25, czy to było bliżej 27, nie pamiętam dokładnie, ale wychodzi mniej więcej 15 lat również. Jak zaraz zobaczycie, to jest mniej więcej okres, w którym zacząłem praktykować posty, chociaż na początku nie aż tak regularnie czy restrykcyjnie, jak robię to obecnie. Pierwsza połowa mojego życia była niestety dosyć fatalna, jeśli chodzi o stworzenie jakichkolwiek dobrych nawyków żywieniowych z różnych powodów. Yyy wspominałem kiedyś w wywiadzie, y, warto o tym przypomnieć, że moje dzieciństwo było takie no pewnie jak dziesiątek tysięcy innych rodzin. Dosyć patologiczne. Ojciec był bardzo brutalnym i agresywnym alkoholikiem, y więc to była taka no patologiczna część. Na pewno jako dziecko byłem mocno zestresowany. Byłem też niesamowicie wrażliwy. Wydaje mi się, że oczywiście duża część na dobre i na złe tej wrażliwości została mi na teraz. Natomiast miałem zwyczaj dosyć dużo płakać i kłopot polegał na tym, że moi biscy uspokajali mnie dając mi różnego rodzaju sywki. Czy to były słodkie bułki, czy to był pączek, czy to był jakiś cukierek. W domu było zawsze dużo różnego rodzaju śmieciowego jedzenia, które dostawałem między innymi oczywiście w ramach dobrych intencji z dobrego serca od babci tak dużo owoców, więc dorastałem otoczony tak naprawdę w dosyć dużej mierze śmieciowym jedzeniem. Z drugiej strony na szczęście były takie fajne zrzędzenia dorosły, że moja mama opowiadała, że wtedy wołowina była najtańszym mięsem i ojciec w ramach oszczędności zarządzał, że będziemy jeść tylko i wyłącznie wołowinę, co jest fantastycznym wyborem. Oczywiście teraz sytuacja jest odwrócona. Wołowina absolutnie nie jest tanim mięsem, natomiast wciąż z tych klasycznych jest absolutnie najlepszym, moim zdaniem jeśli chodzi o konsumpcję. Generalnie dorostałem, tak mówiłem, w dosyć dziwnym otoczeniu, takim i emocjonalnym, i żywieniowym. I jako dziecko, aż do wieku takiego wczesnego, nastoletniego byłem papuśny. Nie byłem gruby, ale byłem papuśny, bo ciężko to inaczej określić. Postaram się wrzucić zdjęcie na przykład z przedszkola, żeby zobaczyć jaką miałem taką dużą buzię, chociaż jak widać do tej pory mam dosyć dużą buzię, bo po prostu mam dużą głowę. Tak zostało. Oczywiście rówieśnicy dawali mi o tym znać, bo no cóż, dzieciaki to dzieciaki, więc byłem nazywany gruby, juby i tym podobne. Chociaż żeby było jasne, nie byłem jeszcze raz w takim absolutnie nawet zbliżonym do wielu obecnie nastolatków czy dzieciaków. W sensie byłem po prostu osobą z lekką nadwagą. Natomiast jest jedna rzecz, która ma sens na pewno przynajmniej w jakimś stopniu. Presja rówieśnicza. Po prostu słyszałem to, słyszałem, słyszałem, było mi oczywiście przykro i w pewnym momencie stwierdziłem, no dobra, a jest to coś, co mogę tak naprawdę naprawić, jest to coś, z czym mogę sobie poradzić i stwierdziłem, zacznę biegać. Znowu nie pamiętam dokładnie ile ja miałem lat, czy to było lat 12, czy 13, wydaje mi się, że w okolicy 13 roku życia. A mieszkałem wtedy na ulicy Sudeckiej we Wrocławiu przy Wierze ciśnień i tam jest taki mały stadion, na którym jakiś klub do tej pory pewnie trenuje piłkę nożną. Natomiast stwierdziłem, że okej, chyba najłatwiej będzie zacząć biegać. Mam stadion pod domem dosłownie paręset metrów, więc pamiętam, że zrobiłem jedną pętlę i byłem absolutnie zachwycony, że byłem w stanie przebiec jedną pętlę, który to nawet nie bymiarowy stadion, więc to nie było 400 m z tego co pamiętam, tylko 300 parędziesiąt. Więc następnego dnia wróciłem i zrobiłem dwie pętle i tak w kółko rozkręcałem się, rozkręcałem i nie wiadomo tak naprawdę kiedy okazało się, że zacząłem biegać praktycznie dzień w dzień po parę kilometrów. W zależności od dnia to mogło być 4 pi 6 czy nawet więcej kilometrów. No i stała się magia. Jednak mając tyle ruchu w tygodniu zacząłem utrzymać wagę. Natomiast warto podkreślić nawyki żywieniowe wciąż były tak naprawdę żadne. Jadło się tak naprawdę tak jak wygląda taka typowa dieta. Obecnie konsumpcja węglowodanów sięgała nawet 60% po prostu całej objętości mojej diety. Zacząłem trenować w szkole mistrzostwa sportowego we Wrocławiu lekkoatletykę. yyy potrenowałem trochę i porzuciłem. Nie byłem specjalnie w tym dobry. Jakieś mini sukcesy były, jeśli chodzi o biegi uliczne, ale tak naprawdę byłem w stanie bez problemu spojrzeć na większość osób z mojej klasy, z którymi trenowałem i powiedzieć: "Wow, oni są dużo, dużo lepsi ode mnie". Pamiętam, jak pojechałem na mistrzostwa Polski w biegach przełojowych, to przybiegłem ostatni, więc stwierdziłem, generalnie bieganie nie jest dla mnie. wciąż potem jeszcze biegałem, ale coraz mniej, coraz mniej i coraz mniej, aż w końcu po prostu przestałem to bieganie trenować. Waga była utrzymywana przez te następne lata. Oczywiście wahała się trochę w górę, trochę w dół. Natomiast to, co mnie ratowało to zdecydowanie to, że nie lubiłem po prostu śniadań i do tej pory po prostu ich nie lubię, ich nie jem, nie czuję się dobrze jedząc nawet parę godzin po przebudzeniu, więc generalnie unikam tego. Natomiast ta sytuacja trwała właśnie mniej więcej do wydaje mi się, że 24 roku życia i wiele moich bliskich, którzy oczywiście jak większość osób na świecie i w Polsce specjalizuje się w dietetyce, bo czyta panią domu i i słyszy dużo ekspertów w różnego rodzaju mediach, powiedziała mi, że mój tryb jedzenia jest bardzo niezdrowy, bo śniadanie to jest najważniejszy posiłek dnia i powinienem zacząć jeść śniadanie i w ogóle powinienem zacząć jeść więcej posiłków, a jadłem mniej więcej Trzy posiłki dziennie. To jest to była mniej więcej taka średnia. Jakieś przekąski też się zdarzało, ale to były trzy posiłki dziennie. No i najgorsza możliwa rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć, to jest posłuchanie się tych rad. I zacząłem jeść pięć posiłków dziennie. Zaczynałem oczywiście od bardzo zdrowej owsianki. Potem było drugie śniadanie, potem był obiad, potem był jakiś podwieczorek, była kolacja. Trzymałem się bardzo rygorystycznie tych pięciu posiłków dziennie. I to jest też niesamowita historia, z którą na pewno większość z nas, osób, które miało kłopoty w pewnym momencie z wagą, ma dużo doświadczenia. Historia stawiania murów wokół siebie, żeby nie docierała do nas rzeczywistość. Tworzenie się prześwitów przez te mury trwało u mnie dosyć długo, ale oczywiście patrząc relatywnie na to, jak historia mojego życia się potoczyła, można powiedzieć, że krótką. Pierwszy prześwit był taki, pamiętam, że poszedłem yyy kupić sobie dinżansy. W pewnym momencie stwierdziłem, potrzebuję nowej pary. Poszedłem do sklepu, poprosiłem o rozmiar, który nosiłem. Już nawet nie pamiętam jaki, ale pamiętam, że pani podała mi te spodnie i zacząłem je przymierzać i stwierdziłem: "O kurde, ciasne". Nie pomyślałem, że ej, coś może jest nie tak z moją wagą. Nie, to pierwsze to było hm przecież różne sklepy mają różne rozmiarówki. Na pewno to jest ta sytuacja. Poprosiłem o większe spodnie. przymierzyłem, stwierdziłem, wszystko jest okej. Poszedłem do domu zadowolony i wróciłem znowu do tej rzeczywistości. Zatkałem po prostu ten prześwit, który gdzieś tam te światło prawdy zaczęło przenikać. Przytkałem je i wróciłem do swoich pięciu posiłków dziennie. Kolejne przewity pojawiały się oczywiście regularnie, a jakoś puszczałem je mimo uszu. Pamiętam, że parę razy jak poszedłem ze znajomymi na piwo, siedzieliśmy, pijemy i nagle ktoś do
mnie mówi: "Ej, gruby coś tam". Myślę:"Kurde, to są osoby, które znam przecież tyle lat. Nikt nigdy do mnie nie mówił gruby, no bo przecież przez te wszystkie lata odkąd ich znałem, tak naprawdę no gruby nie byłem". Więc miałem takie: "Ha haa, bardzo śmieszne, zignorowałem to. Szyło się pierwszy, raz, drugi, trzeci, piąty, ale jakoś stwierdziłem, że to jest jakiś, nie wiem, nieśmieszny dowcip. Znowu ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że coś może być nie tak z moją wagą, bo jak patrzyłem w lustro, widziałem po prostu cały czas siebie. Nic specjalnie się nie nie zmieniło. Jak patrzyłem z boku cały czas był ten ładny przedziałek od wytrenowanej klatki piersiowej i stwierdziłem nie jest dobrze. Oczywiście można było się zastanawiać skąd ta wytrenowana klatka piersiowa, jeśli nie trenowałem w żaden sposób siłowo. Ale tak jak mówiłem, te mury, które wybudowałem były bardzo, bardzo solidne. Tak jak mówiłem, każdy ma swoje dno. Każda osoba, która wprowadza jakąkolwiek większą zmianę w życiu, często robi to, bo osiągnęła jakieś swoje personalne dno. Kiedyś dzieliłem się na kanale takim powiedzeniem, że ludzie zmieniają się z dwóch powodów. Inspiracja i desperacja. I uważam, że jest to wprawdzie uproszczenie, ale dosyć dosyć dobre. Więc u mnie to była desperacja. Wracając pewnego dnia z pracy stwierdziłem: "Hm, nie mam wagi w domu. Są teraz fajne wagi elektroniczne. Dobrze by było kupić sobie taką do domu, żeby po prostu zobaczyć ile ważę, bo nie miałem pojęcia". Wszedłem do jakiegoś marketu elektronicznego, kupiłem sobie tą wagę, zadowolony. Szybko przyszedłem do domu, rozebrałem się do gaci, włożyłem baterię i stwierdziłem: "Wow, to jest ta chwila prawdy." Wstąpiłem na wagę, a trzeba podkreślić, ja mam mniej więcej 175, 176, więc jestem średniego, przeciętnego wzrostu. Wszedłem na wagę,
stwierdziłem:"Wow, ciekawe ile teraz ważę". I nagle widzę 99 pr coś tam 99 kg z hakiem. Miałem chwilę konsternacji, ale nie martwcie się, to była tylko i wyłącznie chwila. Znowu to był taki już duży prześwit, ale stwierdziłem, trzeba przedmuchać, trzeba przedmuchać przegródkę z bateriami. Więc wyjąłem starannie baterię, przedmuchałem, włożyłem z powrotem baterię i teraz siedziałem, zobaczymy ile naprawdę ważę. No i naprawdę okazało się, że ważę 99 pr coś tam. Innymi słowy, dosłownie krok dzieli mnie od osiągnięcia 100 kg i to było moje dno. To był moment, w którym cała ta zasłona, cała ta iluzja, cały ten mur runął. I to było, pamiętam, niesamowite, bo stałem w tych gaciach na tej wadze i akurat tuż obok miałem lustro w pokoju, więc stanąłem przy tym lustrze, spojrzałem na siebie i tak mówię kurtyna opadła i stwierdziłem: "O[ __ ] ja mam cycki". W sensie to co mi się wydawało, że jest przegródką od dobrze wytrenowanej kratki piersiowej, nie, to była przegródka od tego, że zaczynałem mieć miseczkę B. Zacząłem przyglądać się sobie dokładnie"Kurde mam wałki po boku, jestem generalnie gruby. Jestem ewidentnie mocno, mocno gruby. Jak mogłem nie zauważać tego przez jakiś rok mojego życia? Bo wydaje mi się, że tyle m więcej to trwało, nie mam zielonego pojęcia, ale to był moment zmiany. No i tu dochodzimy do tego, jak wybrałem tą dietę. Już w tamtym czasie jakoś interesowały mnie te tematy dietetyczne. Generalnie sprowadzało się to tak jak u wielu osób do oglądania filmików na YouTubie. Nie czytałem badań. Książek również specjalnie nie czytałem, ale miałem to szczęście, że jedną z moich ulubionych, takich najukochańszych książek w tamtym czasie to było, to był czterogodzinny tydzień pracy Teama Ferisa. Do tej pory dla mnie absolutny klasyk i książka, która, że tak powiem, popchnęła mnie do wielu rzeczy, które robię obecnie. Bo mimo, że tytuł brzmi dosyć skamersko, dziwnie, to tak naprawdę jest to książka o, bym powiedział, odkrywaniu swoich możliwości, o czynieniu życiu ciekawym, interesującym. I akurat w tamtym czasie, to była piękna synchronizacja czasowa, Tim Ferris opublikował, czy nie pamiętam czy chwilę przed, czy publikował w okolicy tego czasu drugą swoją książkę, która nazywała się Czterogodzinne ciało. Właśnie teraz jak zrobiłem pauzę to sprawdziłem rok publikacji tej książki. Była opublikowana w roku 2010, czyli innymi słowy na pewno minimum 15, może 16 lat jestem na tej diecie. Pamiętam, że słyszałem właśnie między innymi o ze strony Tima Ferrisa dobre rzeczy o tej książce. Ludzie się zachwycali, że tracili mnóstwo kilogramów i stwierdziłem, trzeba ją dostać. Nie było polskiej wersji. Wszedłem na Amazona, założyłem konto i zamówiłem sobie z dostawą właśnie do Polski tą książkę. Musiałem na to chwilę czekać, ale w końcu przyszła. I tam właśnie była dieta, która nazywała się, uwaga, slow carb, czyli wolne węglowodany. Dieta ta była tak naprawdę wariacją diety, no właśnie jest to slow, czyli low, low carb, niskowęglowodanowej. Tim Ferry zalecał tam właśnie unikanie wszystkich słodkich napojów, nic odkrywczego, słodyczy, ale też różnego rodzaju między innymi mącznych produktów. Makarony, chlebki i tym podobne. Coś co było na pewno bardzo, bardzo mocno obecne w moim życiu. Więc sprowadzało się to do jedzenia warzyw i mięsa czy produktów zwierzęcych takich jak jajka. Jeśli chodzi o posty, to tak naprawdę nie było to w żaden sposób zalecane. Mimo że Team Ferris potem ewidentnie zmienił zdanie, jeśli chodzi o efektywność czy skuteczność postów, jeśli chodzi o ich pozytywny wpływ na na życie, wagę i tak dalej, to wtedy pamiętam to zalecenie było, żeby zjadać 30 g białka 30 minut po pobudzeniu, żeby po przebudzeniu, żeby zahamować głód. Ja oczywiście tą radę ignorowałem, bo tak jak mówiłem, no nie czułem się komfortowo jedząc po wstaniu. Wtedy zaczęły pojawiać się bardzo ciekawe zmiany w moim życiu, bo zauważyłem, że nie jestem już taki głodny. Jedząc te pięć posiłków dziennie, tak naprawdę ja w pewnym momencie nawet musiałem jeść, bo zaczynałem się robić bardzo głodny. I jednym z tych punktów napędowych u mnie, mówię o swoim doświadczeniu, była właśnie ta owsianka było to drugie śniadanie. W momencie, w którym unikałem tego i przechodziłem tak naprawdę do obiadu, tak, czyli ten mój pierwszy posiłek to był obiad, chociaż niektórzy się kłócą, że jeśli pierwszy posiłek to jest obiad, to wciąż jest to śniadanie. Głód zaczął być dużo, dużo mniej dokuczliwy i zacząłem jeść mniej więcej trzy posiłki dziennie. Jeszcze była jedna bardzo ciekawa rzecz, którą Tim Ferry sugerował, sugerował, żeby raz w tygodniu robić sobie cheat day, ten oszukańczy dzień, gdzie możesz sobie zacząć jeść słodkie i tym podobne. I ja początkowo trzymałem się tego niesamowicie rygorystycznie. Ogólnie sama moja dieta wtedy była niesamowicie rygorystyczna. Wyciąłem tak naprawdę węglowodany praktycznie w pień. W tygodniu nie jadłem ich praktycznie w ogóle. Nie bawiłem się wtedy czy praktycznie nigdy w liczenie dokładnie ile ja tam zjadam tych węglowodanów. Zacząłem jeść warzywa, zacząłem jeść mięso, jajka i tak naprawdę tego się trzymałem. I ta utrata wagi. Pamiętam w pierwszym miesiącu miałem taki zeszyt, w którym zapisywałem właśnie swoją wagę, bo już miałem wagę, więc mogłem się regularnie ważyć. W pierwszym miesiącu spadłem mniej więcej 8 kg z wagą. Pamiętam, że to była taka niesamowita utrata wagi i byłem tak niesamowicie z tego dumny, że stwierdziłem kurde coś coś w tej diecie jest naprawdę ciekawego. To nie jest tak, że ja się specjalnie męczyłem. Te 8 kg ten miesiąc było moim zdaniem naprawdę łatwe. Oczywiście wiadomo, część tego to musiała być woda, bo w momencie w którym po prostu zacząłem ograniczać wygląodany, między innymi zwiększona retencja wody w ciele zaczęła odpadać. Niemniej była to przepiękna utrata wagi. Był właśnie ten jeden dzień cheat day w tygodniu i pierwszy raz kiedy przypadł mi w udziale poszedłem do sklepu i pamiętałem, że zacząłem pakować wszystko słodkie co mi podeszło w ręce. Kupiłem sobie jakąś bombonierkę, czekoladę, paczkę z ciastkami. Generalnie było tego, że stwierdziłem, ale kurde będę mieć wyżerkę. Oczywiście z obecnego punktu widzenia można powiedzieć, że jest to mocno kontrproduktywne czy przeciwproduktywne, żeby robić coś takiego, bo można czasami nawet w jeden dzień nadrobić tą restrykcję kaloryczną, którą się zrobiło
w tygodniu. Niemniej stwierdziłem:"Ej, jeśli Tim Ferris tak napisał, to tego trzeba się trzymać". Najśmieszniejsze dla mnie było to, że dosyć szybko, prawdopodobnie w połowie tego całego sywku, który kupiłem, zmęczyłem się, nie byłem zasłodziłem, nie byłem w stanie zjeść nawet jednej czekoladki czy kawałka ogólnie słodycza więcej i stwierdziłem, no dobra, trudno, jest odhaczone do następnego tygodnia i w następnym tygodniu znowu to powtórzyłem i potem znowu to powtórzyłem i z każdym kolejnym tygodniem tak naprawdę w ten dzień jadłem coraz mniej i mniej syfów i coraz mniej słodkiego. Założyłem, że potrafiłem zasłodzić się dużo, dużo szybciej niż wcześniej. Nie mogłem tego wiedzieć oczywiście wtedy, ale zacząłem również stosować nieświadomie posty. Samo obcięcie węglowodanów i posty mają dosyć mocny wpływ na kubeczki smakowe, ich wrażliwość. Więc okazuje się, że smak również można właśnie modyfikować dietą. W momencie, w którym ogranicza się słodkie, czy ogranicza się ogólnie węglowodany, wprowadza posty, następuje swoisty reset kubeczków smakowych. Szczególnie jeśli chodzi o słodkie i to co wcześniej wydawało mi się mało słodkie, teraz zaczęło mi się wydawać niesamowicie słodkie. A żebyście mieli jakiś punkt porównania, ja byłem osobą, która potrafiła wpaść do sklepu i zjeść, kupić dwie tabliczki czekolady i zjeść z miejsca. Bo jak kupowałem sobie ciastka, to prosiłem na przykład, żeby pani tam z jakiejś blachy nasypała mi kilo tych ciastek i potrafiłem je zjeść w jednym posiedzeniu. To było niesamowicie wyzwalające, że mimo, że wciąż oczywiście lubiłem bardzo słodkie, to nie byłem nie byłem już w stanie po prostu zjeść tyle słodkiego, ile wcześniej. Organizm automatycznie mówi:"Nie, jestem zasłodzony przestań, odłóż to". była to tylko kwestia czasu. Zresztą jak sami słyszycie aż w pewnym momencie stwierdziłem, że nie potrzebuję po prostu już tych cheat day mogę sobie poradzić bez problemu bez nich i tak też było. Zatom powrócenie do takiej mojej bodział naturalnej wagi ciała, która wynosi gdzieś tam 82 83 kg, przy tym się bardzo czuj dobrze czuję zajęło mi może 2,5 może trzy miesiące nawet nie pamiętam. Największa utrata była pierwszego miesiąca, ale potem powolutku, powolutku doszedłem do tej swojej y docelowej wagi i od tamtej pory niewiele się zmieniło. Zmieniło się na pewno to, że wtedy rzeczywiście zacząłem czytać badania naukowe. Na początku bardzo, bardzo naiwnie. Na pewno wielu z was się odnajduje w tym, bo, bo wiem, że wiele osób pisało, że dzięki mnie zaczęło odkrywać jak interpretować, jak czytać badania naukowe. Ale wtedy jeśli przeczytałem, że badanie naukowe mówi coś tam, to znaczy, że na pewno tak jest. Nie ma co tego kwestionować. I czytałem oczywiście badania, że zwiększona konsumpcja w fasoi bardzo dobrze koreluje z dłuższym życiem. No to jadłem po prostu w pewnym momencie nawet dwie, trzy puszki fasoli dziennie. No oczywiście tak jak mówiłem wciąż z mięsem. Nigdy to nie była dieta nawet zbliżona do wegetariańskiej czy bagańskiej czy czegokolwiek takiego. Niemniej tych warzyw było dużo. Dopiero potem z każdym kolejnym rokiem im więcej wczytywałem się w literaturę, im więcej słuchałem, eksperymentowałem, stwierdziłem, że warzywa tak naprawdę nie są mi do niczego potrzebne. Nigdy specjalnie za nimi nie przepadałem. Yyy i to jest chyba największa potem zmiana, że od jakiś, ciężko powiedzieć 10 lat prawdopodobnie yyy warzyw i u mnie nie ma w diecie. Za owocami nigdy specjalnie nie przepadałem, na szczęście, więc owoców nigdy nie było dużo w moim dorosłym życiu, ale teraz prawdopodobnie zjadam może parę owoców rocznie i szczerze mówiąc, jeśli jakie zjadam, to głównie dlatego, że na przykład jak wezmę sobie jakieś lody, to tam są owoce i te owoce zjadam, bo samodzielnie właściwie w ogóle ich nie kupuję. I właśnie te mniej więcej 10 lat temu wymowałem praktycznie w pełni warzywa. W pewnym momencie restrykcyjnie, bo przyszedłem na karniwora. Nie trwało to długo, bo też kiedyś wspominałem w jednym z wywiadów chyba u Tłustej Agaty, jeśli mnie pamięci mylii, że na tej diecie czułem się za bardzo pobudzony. Czułem się dobrze, bardzo wysoki poziom energii, ale tak niezdrowo pobudzony, jak podejrzewam wiele osób może się czuć po prostu różnego rodzaju używkach pobudzających. I stwierdziłem:"Nie podoba mi się to uczucie." To jest jakbym, nie wiem, wypił parę kubków kawy tylko non stop. Więc zrezygnowałem z takiego czystego karnivora. Tom też szczerze mówiąc nie był mi on do niczego potrzebny. Wydawało mi się, że będę się czuć po prostu na tej diecie lepiej. Natomiast to co zostało od tamtej pory to jest to, że warzyw i owoców praktycznie nie konsumuję. Warzywa głównie jak jem to jest pomidorek. To ma dla mnie fantastyczny sens jeśli chodzi o dodatek na przykład do mięsa. Natomiast o oliwki również czasami oliwa z oliwek właśnie jako dodatek choćby do pomidorków jakiegoś mięsa. Ale tak warzyw, owoców nie ma u mnie specjalnie w diecie. Jeśli chodzi o posty, to tak jak wspominałem, zacząłem je robić nieświadomie, mniej więcej w momencie, w którym zacząłem wchodzić na na tą dietę niskowęglowodanową. Wtedy nie wiedziałem w ogóle, że to co robię nazywa się postem. Nie wiedziałem, że to ma jakikolwiek sens. Po prostu było to niesamowicie naturalne. Ta sytość wynikająca z posiów była dla mnie na tyle duża, że nie czułem żadnej potrzeby, żeby jeść wiele godzin powstaniu. Więc zrobiło mi się takie właśnie swoiste okienko żywieniowe w zależności od dnia. Ono mogło wyglądać 15, 17 godzin poszczenia i reszta tego czasu to było okienko żywieniowe. Posty jako taki, bym powiedział świadomy instrument, świadome narzędzie, które zacząłem stosować pojawiło się u mnie w głowie pewnie z 10 lat temu właśnie za sprawą między innymi różnego rodzaju kanałów na YouTube. Stwierdziłem, że okej, coś w tym może być. Zacząłem czytać badania i nagle okazało się, że ma to mnóstwo sensu. Miało to niesamowicie dużo dla mnie sensu i nie bez powodu tak naprawdę nawet od założenia swojego kanału tak mocno promuję posty, bo uważam, że dla większości, nie dla wszystkich, ale dla większości osób w społeczeństwie to mogłoby być swoiste wybawienie z wielu, wielu kłopotów zdrowotnych, nie tylko metabolicznych. Jeśli interesują cię właśnie takie tematy, to jest mnóstwo playlist. Na kanale jest playlista o nazwie Dieta, jest osobna playlista o nazwie Posty. Polecam wejść i obejrzeć, bo są tego dziesiątki, dziesiątki odcinków omawiające właśnie różnego rodzaju zalety, aspekty zastosowania zarówno tych diet niskowęglowodanowych różnego rodzaju, jak i postów. Osobiście jestem wbrew pozorom niesamowicie wdzięczny wszystkim osobom, które zachęciły mnie do stosowania pięciu posiłków dziennie, bo gdyby nie to, nie mógłbym znaleźć tego swojego dna tak szybko i nie byłbym w stanie się odbić. Jestem pewien, że gdyby nie to, że moja waga nagę poszybowała praktycznie do 100 kg, to jeszcze wiele, wiele lat, być może dekad trzymałbym się po prostu tej diety, na której byłem, aż do momentu pojawienia się kłopotów zdrowotnych. Ja wiem, że one by się pojawiły, bo też swoją drogą ja nie pamiętam czy to było już po tym, jak zacząłem zmieniać dietę yyy czy też może jak jeszcze jadłem te pięć posiłków dziennie, ale pamiętam, że zacząłem zauważać u siebie znamiona skórne, które nazywają się włókniaki miękkie. Ja nagrywałem o nich odcinek, że wiele osób je zauważa i nie wie, ja wtedy też nie wiedziałem tak samo jak lekarze, do których trafiłem, że to jest po prostu objaw przede wszystkim insulinooporności. Jeśli zauważysz u siebie tworzące się coraz częściej takie właśnie pętelki, tutaj wrzucę parę zdjęć tych włókniaków miękkich na ekran, to znaczy, że twoje ciało już wykształciło insulinooporność. W najgorszym razie to może być nawet cukrzyca. I to jest lampka ostrzegawcza. To jest alarm, który wysyła ciało. Ja właśnie znalazłem u siebie parę takich włókniaków i wtedy już zważyłem na to, że coś tam czytałem z tej medycyny
dietetyki, stwierdziłem:"U, to wygląda jak czerniak". Bo zwłaszcza ten włókniak pod pachą zaczął po prostu odchodzić od niego jakieś dziwne bąbelki. Kolorystyka była nie taka. Pamiętam, że poszedłem do jakiegoś profesora dermatologii, zapłaciłem i to było te paręnaście lat temu chyba 250 zł za wizytę, która trwała 5 minut. popatrzył, stwierdził włókniak miękki, to nie jest czerniak, tyle. No i ucieszyłem się o tyle, że hej, nie mam czerniaka. Mogło, mogło być gorzej i poszedłem z tym do domu i dopiero wiele, wiele lat później dowiedziałem się, że już w tamtym wieku, w tym wieku 20 paru lat miałem insulinooporność spowodowaną właśnie moim trybem życia. Pamiętam oczywiście, że wielu z was pytało się mnie jak dokładnie wygląda yyy moja dieta, żeby to opisać i to na pewno opiszę w najbliższym czasie w jednym z osobnych odcinków. Tak czy siak, tak wygląda moja historia. Tak wygląda geneza po prostu mojego zafascynowania i też miłości wielkiej do do tej diety. Odkąd zacząłem ją stosować, moje życie zmieniło się na nieporównywalnie lepsze. Też nie mam pojęcia ilu już osobom pomogłem, czy to poprzez prywatne konsultacje, czy też filmiki zmienić swoje życie i swoje zdrowie tą dietą. Więc jeśli o mnie chodzi, jestem więcej niż pewien, że to jest dieta z jakimiś niewielkimi wariacjami, której będę trzymał się do końca życia, bo jest po prostu niesamowicie dla mnie łatwa i intuicyjna. Dzięki jeszcze raz za towarzyszenie mi podczas tego odcinka. Dajcie mi jeszcze raz znać, jak wy odkryliście tą dietę, jak na nią trafiliście. Ja będę obecny przynajmniej przez chwilę w sekcji komentarzy, jeśli macie do mnie jakieś pytania. przypominam, nie muszą być związane konkretnie z tym odcinkiem. Można również dawać swoje sugestie tematów na następne filmiki i oczywiście wtedy albo komentujcie pod tym komentarzem, który sugeruje dany filmik, jeśli chcecie, żebym nagrał na jego temat, albo przynajmniej dajcie kciuk w górę, żebym wiedział, że to jest coś, co was interesuje, bo zawsze mówię, ja muszę jakoś manewrować między rzeczami, które mnie interesują, bo muszę też takie rzeczy nagrywać dla higieny umysłu, żeby się nie wypalić. Ale też oczywiście jeśli widzę, że wam zależy na jakimś temacie to staram się go omawiać dużo szybciej niż inne tematy. Wtedy, że tak powiem, te inne gdzieś tam z tyłu lądują. Jak zawsze polecam wszystkie swoje flagowe kursy vocabulary labs, laboratorium językowe, gdzie pokazuje jak samodzielnie opanować dowolny język z dowolnej rodziny języków. Kurs experts incubator. Kurs, który pokazuje jak samodzielnie opanować każdą inną dziedzinę od a do z jak zapamiętywać informacje, tworzyć głębokie zrozumienie, wdrażać te suche informacje w praktykę. Kurs 1 za daleko, gdzie pokazuje jak zatrzymywać i odwracać łysienie androgenowe zarówno u pani jak i u panów. Diagnozować między innymi telogenowe wypadanie włosów, kiedy tych włosów wypada mnóstwo całymi garściami i tym samym je zatrzymać. Trzy piosenki rockowe w pierwszym komentarzu pod filmikiem, żeby nie spędzić czas również po wysłuchaniu tego odcinka. Siłą rzeczy w tym odcinku nie macie bonusowych ciekawostek ani literatury naukowej. W opisie sklej znajdziesz linki do moich kursów, które polecałem. Również linki zniżkowe od partnerów kanału, między innymi firma Aliens czy Musle Zone, firmy polskie, które mają całe mnóstwo certyfikatów jakości i sprzedajmy różnego rodzaju suplementy. To najprostszy sposób wsparcia kanału. Również link do oliwy wysokopolifenerowej firmy Numa. y, która jest partnerem kanału oraz firmy MITWell, która produkuje lampy ledowe na światło czerwone i bliskiej czerwień. I również w opisie znajdziesz link do mojego newslettera. Kiedy go klikniesz, wyskakuje okienko i możesz wprowadzić swój adres mailowy. Tam stoi regularnie. Obecnie wysyłam raz w tygodniu newsletter, który nazywa się Kroniki ciała i pamięci, gdzie opisuje różnego rodzaju ciekawostki dietetyczne, medyczne, jak i pamięciowe oraz różnego rodzaju inne ciekawostki. Jeśli chciałbyś wspierać działalność tego kanału moich stron, można zostać patronem kanału. Link znajduje się również w opisie. Kosztuje to 40 zł miesięcznie i można zapisać się nawet na jeden miesiąc i ściągnąć sobie fiszki do ostatnich ponad 200 odcinków i w ten sposób przyswajać szybciej informacje podane w tych filmikach. Również dla patronów dostępny jest forum prywatny, gdzie można mi zadać pytania jakie sekcja badanie tygodnia, czy raz w tygodniu omawiam najciekawsze badanie danego tygodnia. Dzięki jeszcze raz za wysłanie tego odcinka i do usłyszenia w następnym.